Batyr Narodu – odcinek 2 „Moja walka”

grafika: Eugeniusz Skorwider

– Piękna ta nasza Ojczyzna – powiedział Batyr Narodu wychylając się z okna. Rozejrzał się i już chciał je zamknąć, gdy naraz dojrzał kogoś siedzącego w krzakach. 

– Ej ty! – zawołał na wszelki wypadek, bo skoro ktoś siedział w krzakach to znaczy że się ukrywał. A jak się ukrywał to musiał mieć nieczyste zamiary.

– Ej ty w krzakach! – powtórzył wołanie i dodał te krzaki żeby nie było żadnych wątpliwości o kogo mu chodzi.

– Co? – odpowiedział ten w krzakach.

– Chodź no tu gościu i pokaż gębę, żebym wiedział kto tu się pod moim oknem pałęta. Bo jak nie to zaraz tam zejdę i spuszczę ci taki łomot, że przez miesiąc nie siądziesz na dupie.

– Nie, to tylko ja – odpowiedział ten w krzakach.

– Czyli że tak mniej więcej kto? – zapytał Batyr Narodowy, zadowolony że ten w krzakach się przestraszył jego bluzgu.

– Ja znaczy się Andriusza – odpowiedział Mały Andruszko, którego w tym momencie Batyr rozpoznał, choć ledwie go widział.  Andruszko był taki mały, że zazwyczaj był niewidoczny.

– Andriusza a co ty tam robisz?

– Szukam książki, tej co ją szef wczoraj przez okno wywalił.

– Jakiej książki? – zapytał podejrzliwie Batyr.

– No tej od Adriana, co on ją sam napisał. Szachermacher kazał znaleźć.

– Adrian już nikogo nie obchodzi a tym bardziej jego gówniana książka. Chodź tu, dam ci książkę o Nikosiu. To jest bardzo dobra książka. Kawał męskiej literatury.

Zamknął okno i podszedł do dużego biurka. Siedział za nim Strateg Szachermacher i popijał herbatę.

– Prawdziwa herbata najlepiej smakuje w szklance – Szachermacher wskazał na szklankę w metalowym koszyczku.

– Najlepszy jest czaj z kilku torebek – stwierdzi Batyr siadając w swoim nowym fotelu. – Nikoś tak zawsze pił ten czaj, że mnie w końcu przekonał. A ty już czytałeś książkę o Nikosiu?

– Ja czytałem dwa razy – pochwalił się Szachermacher. – Mocna, męska rzecz.

– To przeczytaj jeszcze raz odezwał się siedzący na fotelu Profesor Cieńkiewicz. Na kolanach miał jak zwykle stos zakurzonych teczek z archiwum. Wyszukiwał ciekawych informacji, które mogły być użyteczne. – Można się z niej dużo ciekawych rzeczy dowiedzieć.

– A Andruszko ani razu nie przeczytał – odbił piłeczkę Szachermacher.

– Nie przeczytał, to będzie musiał przeczytać – stwierdził Batyr. – Od dzisiaj wszyscy będą musieli przeczytać. Najpierw tu u nas a potem w ramach rozwijania czytelnictwa będziemy rozdawać książkę wszystkim tym z którymi się będziemy spotykać w Buldożerze. 

– Belwederze – poprawił go Cieńkiewicz, ale niezbyt zdecydowanie, żeby nie urazić Batyra, bo ten był bardzo czuły na swoim punkcie.

– Trzeba też zadbać o tłumaczenia – ciągnął dalej Batyr. –  Na początek na angielski, rosyjski, węgierski i jakiś tam jeszcze. Tak żeby każdy z zagranicy co po polsku nie gada, też miał szansę przeczytać. A potem, jak już odzyskamy całą władzę, to można by ją wprowadzić do zestawu lektur szkolnych… – Batyr Narodowy zamilkł bo ta myśl o dzieciach czytających jego książkę wydał mu się szczególnie piękna i wzruszająca.

– Ale mamy pewien problem – przerwał mu tę piękną wizję Szachermacher.

– Jaki problem? – zdziwił się Batyr, ale nie przejął za bardzo, bo przecież był od tego żeby problemy rozwiązywać, a niekiedy nawet rozszarpywać na kawałki.

– Tę książkę napisał Nawrotko. A my musimy mieć książkę napisana przez Batyra Narodu. Dlatego kazałem Małemu poszukać tej od Adriana, żeby zobaczyć co on tam napisał i jak.

– A kogo to obchodzi? – Batyr najwyraźniej nie miał ochoty na czytanie.

– Żeby nie popełnić jego błędu. On napisał i wydał książkę, jak już odszedł z pałacu, więc już nic nie jest warta a my musimy mieć swoją na początku drogi. Książkę o męstwie, odwadze, męskich honorowych pojedynkach i szlachetnej sportowej rywalizacji… 

–  Słusznie. Napiszemy o tym jak wygrałem – wszedł mu w słowo Batyr. – Jak przejąłem całą władzę w partii i w państwie. Będziemy rozdawać wszystkim prawdziwym Polakom i dzieciom na pierwszą komunię i młodym parom na ślubie. Tylko trzeba by jakiś dobry tytuł znaleźć. Taki mocny, twardy i przyjazny jednocześnie.

– „Moja walka” – powiedział bez wachania Profesor Cieńkiewicz, jakby miał ten tytuł w głowie od dawna.

– Książki nie ma, ktoś zajumał – powiedział Andruszko stając w drzwiach, ale jak zwykle nikt go nie zauważył. Zresztą kto by tam zwracał uwagę na Małego w chwili gdy rodziła się wielka idea wiekopomnej księgi. Nie ma książki Adriana, ale będzie „Moja walka” Batyra Narodu.

Dodaj komentarz