
grafika: Eugeniusz Skorwider
– A jak tu kliknę to co?
– Nie, tego lepiej nie klikać – powiedział pan Przydatny. On dobrze znał się na tych wszystkich klawiszach, bo już obsługiwał je dla Adriana. Poza tym miał w swoim notatniku wszystkie potrzebne numery telefonów zagranicznych które były potrzebne do łączenia się z zagranicą. To on właśnie dziś wykręcił odpowiedni numer, a potem na ekranie telewizora pojawiło się kilka okienek w których widać było jakichś ludzi.
– A kto to są ci? – zapytał Baryr Narodu wskazując palcem ekran.
– Proszę nie wskazywać palcem, bo oni nas widzą – zganił go Przydatny.
– Jak mnie widzą? – obruszył się Batyr. – Po to są tam chyba żebym ja ich widział. Niech mnie nie widzą.
– Nie da się – Przydatny pokręcił głową. – Na tym polega wideokonferencja, że widzą nas i my ich.
– Acha. A słyszą nas?
– Jeszcze nie. Dopiero jak się wciśnie ten przycisk, co mówiłem żeby go nie dotykać, to będą nas słyszeć.
– Aha. To co mam robić?
– Nic, siedzieć i patrzyć i się uśmiechać jak oni się uśmiechają, a jak mają poważne miny to też mieć trzeba poważną i kiwać z powagą głową.
– A ci tak to kto oni są?
– Ten z lewej to Francuz, a obok niego Anglik, a ten z prawej to Niemiec.
– Jak Niemiec? Z Niemcem mamy gadać? Ja z Niemcami nie mam o czym gadać No chyba że o tych, no, reperacjach wojennych.
– Reparacjach – poprawił go siedzący na fotelu profesor Cieńkiewicz, który właśnie przeglądał jakąś szczególnie interesującą teczkę agenta. Profesor zawsze miał w ręku jakąś teczkę, bo jak mówił, można w nich znaleźć wiele ciekawych informacji, nadających się do wykorzystania.
– Tak jest, niech nareperują te szkody jakie narobili w Polsce i jeszcze niech zapłacą za tego mercedesa?
– Jakiego mercedesa? – zdziwił się Przydatny, który pierwszy raz słyszał o jakiś reparacjach mercedesowych.
– Tego co mi go sprzedał Nikoś w dziewięćdziesiątym ósmym. Niby nowa fura, nieśmigana, bo na liczniku było sto dwadzieścia kilosów, a potem okazało się, że licznik przeleciał już skale i zaczął od nowa liczyć. Jak powiedziałem Nikosiowi to się wkurzył i powiedział że Niemcy mu za to zapłacą. To niech teraz Niemcy płacą.
– Ale ten to jest kanclerz a nie handlarz samochodami – zauważył mały Andruszko, który siedział za stołem ale nie było go widać, bo był za mały, więc wydawało się że siedzi pod stołem.
– Co mnie to obchodzi? Niemcy to Niemcy – rzucił Batyr wskazując palcem Niemca.
Niemiec dostrzegł ten gest bo pomachał i się uśmiechnął.
– Śmieje się nam w oczy. Ze mnie się śmieje? Nie będzie Niemiec …
Chciał jeszcze coś dodać, ale Przydatny wszedł mu w słowo. – Niech szef się uśmiechnie i pomacha.
– Do Niemca? Po cholerę?
– Bo tak się robi politykę. Można Niemca nie lubić, ale nie można tego okazywać.
– A, to ja wiem, można się uśmiechać i z uśmiechem mu nabluzgać?
– Nie można nabluzgać. Trzeba udawać, że się go lubi i się uśmiechać. To jest właśnie polityka.
– Tak? Ale jak się go spotka na żywo, to można mu przywalić główki?
– Nie można.
– A w lesie?
– No, chyba że w lesie – odparł bezradnie Przydatny który właściwie nie wiedział co powiedzieć.
– Dobra, to zrobimy tak, po tej telekonfie, zadzwonisz do Niemca i powiesz mu że możemy zrobić ustawkę na granicy w lesie. Honorową, bez noży i pałek, ale po sportowemu na pięści i kopy. Możemy wpaść do nic albo oni do nas. Niech weźmie ze trzydziestu chłopaków, co się nie boją i ja wezmę swoich z Ruchu Obrony Granic od Pierdkiewicza i spuścimy im łomot. Co dobrze pomyślane nie?
Przydatny nie zdążył odpowiedzieć, bo naraz na ekranie z lewej pojawił się facet o pomarańczowej twarzy z czołem przykrytym żółtą grzywką.
– O ja jego znam! – zawołał Batyr Narodu i wcisnął czerwony guzik. – Cześć Donald! – zawołał uradowany uśmiechając się szeroko. Pomachał obiema rękami żeby być dobrze widoczny. – To ja Batyr, pamiętasz mnie? Byłem u ciebie w ogrodzie! Fotkę żeśmy se zrobili razem
Donald pokiwał głową, a potem odwrócił się do kogoś, kto stał gdzieś z boku i nie było go widać w kadrze.
– Who is this dude?
– Nie, nie, ja nie Duda, to ja Batyr Narodowy!
Ale pomarańczowy już przestał się interesować Batyrem. Pomachał ręką, wszystkim, poprawił zaczeskę na czole a potem przemówił:
– Hello guys! Make Russia great again!
