Batyr Narodu – odcinek 5 „Don Kichot”

grafika: Eugeniusz Skorwider

– Ten gabinet jest za duży – powiedział Batyr Narodowy. Przydatny pokiwał głową. Nie wiedział jeszcze o co chodzi, ale na wszelki wypadek wolał się zgodzić, żeby nie było że się nie zgadza. Zgadzać się trzeba było zawsze, a potem można było to zgadzanie jakoś odkręcić.

– Możemy zawsze się przenieść do mniejszego. Andruszko ma mniejszy – rzucił propozycję, choć wiedział że jest bez sensu. Andruszko miał najmniejszy gabinecik bo sam był malutki. Ledwie mieściło się tam małe biureczko z małym komputerkiem i krzesełko. Zresztą Andruszko i tak niczego więcej nie potrzebował, bo zazwyczaj wcale tam nie siedział. Kto by chciał siedzieć w dawnym składziku na mopy i miotły przerobionym na mini gabinecik.

– Nie w tym rzecz – pokręcił głową Batyr. Idzie o to że tu jest tyle miejsca, że trzeba by je zagospodarować. Można by tu wstawić ławkę, sztangi, no wiesz taką podręczną siłkę tu zrobić.

– A po co? – zapytał profesor Cieńkiewicz który brzydził się siłą fizyczną i ćwiczeniami. Uważał, że to kompletna strata czasu, który można poświecić na coś bardziej przydatnego, jak na przykład strzelanie do tarczy z wizerunkami wrogów Ojczyzny.

Ustawka z wiatrakami

– No bo jak tak człowiek siedzi przy biurku i czyta te ustawki…

– Ustawy – poprawił Batryra Cieńkiewicz, uśmiechając się przy tym z wyrozumiałością nauczyciela strofującego ucznia idiotę. – Trzeba je czytać, żeby wiedzieć co tam napisali. Zresztą najważniejsza jest ta o wiatrakach. Inne można podpisać, bo są o niczym ważnym.

– Ustawka lepiej mi się kojarzy – stwierdził Batyr.

– Tak, ustawkę o wiatrakach trzeba koniecznie zawetować – powiedział Przydatny.

– A czemu? – zapytał Batyr odsuwając z obrzydzeniem projekt ustawki. Nie lubił czytać za dużo, bo mu się szybko oczy męczyły. Od czasu jak w pandemii przeczytał dwadzieścia razy książkę o Nikosiu, rzadko czytał cokolwiek bo nie było o czym. Nikt o Nikosiu niczego ciekawego już nie napisał. 

– Bo wiatraki są Niemieckie! – zawołał piskliwym głosem Andruszko. Batyr spojrzał tam skąd dobiegł głos ale nikogo nie zauważył. Andruszko pewnie siedział pod stołem, bo na duże krzesło trudno mu było się wdrapać. – I te wiatraki jak się kręcą to robią tak: Tusk, Tusk, Tusk!

– A to łajdaki Niemieckie nie będą nam robić niemieckiej propagandy! Nie ma o czym gadać. Sami tego chcieli. Będzie veto dla ukrytej opcji Niemeickiej! – Batyr postukał palcem w dokument z wyraźną odrazą.

– Trzeba wszystkim powiedzieć, że możemy popierać tylko polskie wiatraki – stwierdził niewidoczny Andruszko.

– Takie jak kiedyś stały po wsiach, drewniane koźlaki – rozmarzył się Przydatny który widział wiatrak w skansenie podczas szkolnej wycieczki. Pięknie wyglądał obok chat krytych strzechą i drewnianego kościółka.

– Właśnie, niech polskie wiatraki, na polskiej wsi mielą polskie zboże na polski chleb – uznał Batyr.

Polski prąd dla Polaków 

– Ale jest jeszcze problem prądu – zauważył Przydatny. Batyr spojrzał na niego zdumiony. – A co ma prąd do wiatraków? – rzucił i się roześmiał.  – Wiatrak jest od mielenia mąki a nie od mielenia prądu.

– Tyle, że w tej ustawie, znaczy się ustawce oni zastawili na nas pułapkę – wyjaśniał cierpliwie Przydatny. – Zapisali razem z wiatrakami tani prąd, czyli to co obiecywaliśmy w kampanii.

– A to niemieckie oszusty! – Bartyr walnął pięścią w stół tak mocno, że szklanka z herbatą wyskoczyła z koszyczka. Czaj rozlał się na ustawkę. Starł szybko rękawem koszuli rudy płyn, ale część dokumentu się przemoczyła i do niczego już się nie nadawała. Wyrwał więc mokre kartki i zatrzymał się dopiero przy pierwszej suchej.

– O tu pisze o tanim prądzie – zauważył zdumiony gdy jego spojrzenie zatrzymało się na artykułach dotyczących prądu. – A nie można by zawetować tylko tych niemieckich wiatraków co się już i tak pomoczyły i do niczego się nie nadają, a ten prąd zostawić? 

– Jak zostawimy prąd to Rudy wygra i będzie gadać, że to oni dali ludziom tani prąd – stwierdził Przydatny. – A nam chodzi o to żebyśmy to my wygrali a nie Rudy.

– To co zrobić? – zapytał Batyr zdejmując mokrą koszulę. Tu był wśród swoich, więc nie musiał się krępować. Oni wszyscy widzieli już wytatuowanego na piersi pięknego, biało-czerwonego smoka z napisem „Śmierć wrogom Ojczyzny”.

– Trzeba wziąć w takim razie to co w tej ustawce się nie pomoczyło i podpisać, że to nasza ustawka – stwierdził Batyr Narodu zadowolony ze swojego pomysłu. – Andruszko, weź no ustawkę i przepisz ją dokładnie, tak żebyś nie zgubił ani przecinku i napisz, że to nasza ustawka.

– Literalnie – dodał profesor Cieńkiewicz

Andruszko stanął na palcach i zabrał dokument z biurka i tyle go widzieli.

– Pamiętaj Andruszko co powiedział Profesor, żeby były tam wszystkie litery, znaczy ma być literalnie – podkreślił i pogroził mu palcem. Ale Andruszki jak zwykle nie było widać. Zniknął jak wiatraki z ustawki.

Dodaj komentarz