Batyr Narodu – odcinek 6 „Polski kebabik”

grafika: Eugeniusz Skorwider

– Ja to lubię jak mnie pokazują w telewizji – powiedział zadowolony z siebie Batyr Narodu oglądając kolejny raz swoje przemówienie. Miał w dłoni pilota i raz za razem wciskał przewijanie do przodu i do tyłu. Kiepsko mu szło bo pilot był mały a jego dłonie wielkie i do tego skóra na palcach cała w odciskach. Wczoraj mocno przypakował na atlasie i teraz miał trochę znieczulone palce.

– Najładniejsze jest, jak szef schodzi a potem wychodzi o schodach – powiedział Mały Andruszko, a jego głos dobiegł gdzieś z podłogi. Siedział pewnie u stóp szefa, bo na fotelu było miejsce tylko dla Batyra, a Andruszko też chciał popatrzeć na telewizję.

– Bo trzeba chodzić tak, żeby wszyscy widzieli że się idzie. Tak żeby widzieli, że podchodzisz, a potem raz z główki i gość leży. Wiesz o co idzie na ustawce nie? 

Andruszko nie wiedział. Ale skąd miałby wiedzieć? Przecież on nie chodził na ustawki. Był na to za mały. Małych na ustawki nie biorą.

– Najważniejsze jest to żeby Polakom się lepiej żyło powiedział Szacher Macher który stał zaraz za fotelem i pilnował żeby do odtwarzacza włożyć odpowiednią płytę z właściwym przemówieniem. Miał już tych płyt chyba z piętnaście a każda była odpowiednio opisana. Oglądali je codziennie, bo co mieli innego oglądać. Przemówienia Batyra Narodu były ciekawsze niż jakieś dzienniki telewizyjne.

– A teraz dawaj płytę z dnia wojska – polecił Batyr a Szacher Macher pobiegł do odtwarzacza i dokonał wymiany. Zaraz na ekranie pojawiła się piękna twarz Batyra zasłuchana w głos ludu zagłuszający wystąpienie ministra Kociniaka.

– Vox populi vox Dei – odezwał się profesor Cieńkiewcz, którego nienawistne okrzyki wyrwały z zamyślenia. Właśnie myślał o tym jak można wykorzystać teczkę agenta bezpieki, który pisał w jakimś raporcie, że widział kiedyś na ulicy pewnego człowieka, który był dziś znanym politykiem. A skoro agent nawiązał z nim kontakt wzrokowy, to była duża szansa, że ten przyszły polityk też go dostrzegł. Więc to mogło oznaczać…

– Vox to ten od bananowego songu? – przypomniał sobie Batyr Narodu.

– Głos ludu…– podpowiedział Szacher Macher.

– Głos ludu jest taki, że piniądze się należą Polakom i Polkom a nie Ukraińcom – odezwał się niewidoczny Andruszko. – Polska dla Polaków! – dodał jeszcze piskliwym głosem i zamilkł wpatrzony w żołnierzy defilujących przed Batyrem Narodu.  Pięknie defilowali a Baryr stał i pięknie patrzył. A ludzie krzyczeli coś niezrozumiale, ale krzyczeli i to było najważniejsze.

– Czego oni tam krzyczeli? – zapytał Batyr wpatrzony w swoją własną sylwetkę człowieka mocno stojącego na silnych nogach w mocnym rozkroku. Ten rozkrok świadczył o szczególnej sile charakteru. Mało kto tak umiał się rozkroczyć jak on. Andruszko nie potrafił bo miał za krótkie nogi, a Szacher Macher też nie umiał bo on miał nogi krzywe i niezdatne do rozkroku. Nie wiadomo za to co z Cieńkiewiczem, bo ten zawsze siedział i nikt nie widział go jak stał czy nawet jak chodził.

– Krzyczeli żeby Polska była dla Polaków i żeby wódka była tańsza – wyjaśnił Przydatny, który pojawił się nie wiadomo skąd, akurat w momencie kiedy był przydatny do wyjaśnienia jakiegoś problemu.

– Że wódka ma być tania to jasne – zgodził się z nim Batyr. – A co z piwem i winem? Jakby wino i piwo poszły w górę to chłopaki na siłce nigdy by mi nie wybaczyli.

– Piwo i wino też się zawetuje w tej ustawie – rzucił uspokajającym tonem Przydatny.

– I internet dla Ukrainy, co my za niego płacimy – dorzucił Szacher Macher. – Niech se sami płacą. Ludzie są już zmęczeni tym pomaganiem. A forsę zaoszczędzoną w ten sposób można by przeznaczyć na walkę z alkoholizmem.

– Polska dla Polaków! – przypomniał o swoim istnieniu Andruszko. – A z alko lepiej nie walczyć. Bo chłopaki nas…

– Racja! – zgodził się z nim Batyr. – W tej sytuacji nie widzę możliwości jak tylko taką, że trzeba zawetować – uznał sięgając po szklankę z bursztynowym płynem, który dzięki jego dalekowzrocznej i mądrzej decyzji będzie nadal płynąć wartkim strumieniem w gardła Polek i Polaków.

– A jeszcze jedno – przypomniał sobie Przydatny. – Na korytarzu czeka Kura.

– Jaka kura? Nie zmawiałem żadnej kury. Andruszko, co zamawialiśmy?

– Jak zwykle polski kebabik! – przypomniał mu niewidoczny Andruszko.

– No kebabik wieprzowy z majo i kaczu – oznajmił Batyr spoglądając na Przydatnego z wyrzutem, jakby to on zamówił kurę.

– Kura to ten co pracował dla nas w telewizji – wyjaśnił Profesor Cieńkiewicz.

– A, ten – Batyr coś tam sobie przypomniał. – Czego chce?

Przydatny wzruszył ramionami. – Pewnie chce coś o propagandzie powiedzieć bo ciemny lud wszystko kupi.

– To powiedz mu… Batyr Narodu machnął ręką. – Albo nic mu nie mów. Niech se poczeka. Włączcie mu tam telewizor i puśćcie moje przemówienia. Niech się uczy jak robić telewizję i tę, no…propagandę.

Dodaj komentarz