Batyr Narodu – odcinek 7 „Fotka na siedząco”

grafika: Max Skorwider

– Nadejszła wielkopomna chwila… Nadejszła wielkopomna chwila, że my właśnie tu… – Batyr Narodu powtarzał ale najwyraźniej mu nie szło. Co tu dużo gadać, tekst był trudny, więc i nauczenie się go na pamięć nie było łatwe. Zwłaszcza, że głowa go bolała po wczorajszym. Wczoraj na siłce przepakował zbyt mocno a wychodząc poczuł się słabo, zakręciło mu się w głowie i przywalił czołem w sztangę. Musiał potem wypić aż cztery energetyki żeby stanąć na nogi. No i teraz łeb go napier…bolał i żadna wiedza mu do głowy nie wchodziła.  – A nie można tego przemówienia własnymi słowami, coś z głowy o Kościuszce sypnąć.

– Nie można – odparł Szacher Macher. – Trzeba mówić to co napisane i nic nie popieprzyć, bo tam w tym przemówieniu jest wszystko co chcemy.

– A co chcemy? – zapytał Batyr.

– Chcemy żeby zdjęcie było w gabinecie owalnym, na siedząco a nie jak Adrian na stojaka.

–  Ok, niech będzie… Nadejszła wielkopomna chwila… – zaczął znowu ale dalej mu nie szło. Rozdrażniony usiadł na fotel i spojrzał przez okno na chmury.

– Piękne te nasze polskie chmury – powiedział sam do siebie, żeby uspokoić myśli i trochę odpocząć. Samolot leciał równo i gładko, a do lądowania było jeszcze sporo czasu wiec zdąży się uspokoić, wyciszyć i nauczyć czego trzeba.

– To nie są już nasze chmury – odezwał się zza jego pleców Andruszko, który siedział gdzieś z tyłu przypięty do fotela. Dali mu podkładkę samochodową na fotel, żeby mógł patrzeć przez okno, bo był tak mały że gdyby nie ta podkładka nic by nie widział. Więc teraz widział dobrze chmury.

– A jakie są? – zapytał Batyr.

– Niemieckie – rzucił z obrzydzeniem Profesor Cieńkiewicz, studiujący właśnie teczkę z aktami, którą ktoś podrzucił mu wczoraj pod drzwi. Akta zawierały informacje o tym amerykańskim gościu z pomarańczowa gębą z którym mieli się spotkać. Pokazał je dziś Batyrowi ale ten tylko machnął ręką bo nie potrafił niczego odczytać. Nie znał ruskich liter, na szczęście Cieńkiewicz znał i rozumiał doskonale po rosyjsku. Dlatego teraz co chwilę cmokał zadowolony i uśmiechał się pod nosem.

– Od razu coś mi nie pasowało z tymi chmurami – stwierdził Batyr. – Jakieś takie nieprzyjemnie szare.

– Idzie burza – stwierdził Andruszko, ale nikt go nie usłyszał. Wszystko przez to, że Cieńkiewicz zerwał się z fotela i z teczką podszedł do Batyra. Ten przestraszył się bo zobaczywszy nad sobą Cieńkiewicza pomyślał że ten chce mu przywalić z główki. Zasłonił się więc fachowo przedramieniem, ale profesor uśmiechnął się i pokręcił głową.

– Nie, nie! Ja tylko chciałem pokazać że mamy na niego haka!

– Na kogo? – zapytał przestraszony Batyr. Ale już mniej przestraszony niż przez sekundą. W zasadzie to powinien teraz on przywalić profesorowi, ale jakby mu załadował z główki to Cieńkiewicz mógłby się złamać i nie byłoby z niego żadnego pożytku. Postanowił wiec, że przywali mu później.

– Mamy haka na pomarańczowego.

– Jakiego?

– Tu pisze, że w osiemdziesiątym piątym był w z ZSRR i spał w hotelu Moskowa w Moskwie.

– Moskwa w Moskwie? – zdziwił się Batyr. – Nie mogli dać innej nazwy, tylko Moskwa? Nie mają tam jakichś innych hoteli tylko…

– To jest nieważne jak się nazywa hotel. Najważniejsze, że pomarańczowy spał hotelu z pięcioma dziewczynkami naraz. Wszystkie były z KGB.

– O! – powiedział z uznaniem Batyr. – I dał im wszystkim radę? Niezły z niego gość – dodał kiwając znacząco głową.

– Nie o to chodzi – Cieńkiewicz pomachał teczką. – Chodzi o to, że mamy zdjęcia gołego pomarańczowego w łóżku z tymi pannami. Fachowa robota wywiadowcza. Sfotografowali go z każdej strony.

– Pokaż – Batyr wyciągnął rękę, a Cieńkiewicz podał mu teczkę. Przez chwilę uważnie się przyglądał kiwając z uznaniem głową, a potem oddał Profesorowi. – Wiedziałem że to równy gość – Batyr niezwykle cenił równych gości. – Tylko co nam to daje?

– Daje nam tyle – zaczął wyjaśniać Cieńkiewicz – że zaraz na wejściu trzeba mu dać te zdjęcia, tak dyskretnie, żeby nikt nie widział i powiedzieć, że nasz wywiad wykradł je specjalnie dla niego.

– Ucieszy się – Batyr zatarł ręce.

– Ucieszy się i powie, że szef jest równym gościem – wyjaśnił Szacher Macher

– Tak powie? – Batyr Narodu wyprostował się zadowolony żeby być jeszcze równiejszym gościem.

– Nie będzie miał wyjścia – uznał zadowolony Profesor. – I załatwimy wszystko, nawet fotkę na siedząco.

Batyr z uznaniem pokiwał głową. Był zadowolony. Zawsze wiedział że nadaje się jak nikt inny do robienia dynamicznej polityki międzynarodowej. Jeszcze dziś spełni się jego największe marzenie. Będzie miał taką fotkę, że Adrian zzielenieje z zazdrości. Szkoda tylko że nie da się na razie pojechać do Moskwy. Chętnie przespałby się w hotelu Moskwa.

Dodaj komentarz