Wyspa czterech łotrów i jej Anioł Stróż

„Przyjechał do Warszawy wieczorem. Podróż miał ciężką. Dzień był gorący, ludzie tłoczyli się niemiłosiernie. Wysiadłszy na dworcu Głównym wypił w kiosku dwa kufle chłodnego piwa.”[1] – trzecie było raczej niewskazane, ale dwa już mówiły sporo o człowieku. Jedno wypija się by ugasić pragnienie, drugie by poczuć się trochę lepiej.   Ten milicjant od dwóch piw, to porucznik Engel, bohater dość ciekawej i wyróżniającej się na tle innych ,opowieści z serii "Ewa wzywa 07" „Wyspy czterech łotrów" Andrzeja Szczypiorskiego. Autor „Mszy za miasto Arras” tworzy lekką i nieco niesamowitą opowieść, która spełnia wszystkie wymagania narzucone przez sponsora serii, czyli komendę główną…

0 Komentarzy

Dlaczego Ewa wzywała 07?

  Rok 1967. Podczas jednej z narad Komendy Głównej powstaje pomysł "ocieplenia wizerunku MO" poprzez przybliżenie trudnej pracy milicjantów społeczeństwu. Zadanie to otrzymują  pułkownik Zbigniew Gabiński, dyrektor Oddziału Kontroli, Badań i Analiz KG MO i ppłk Władysław Krupka, który w KG MO kierował specjalną komórką, której zadaniem było tworzenie, jakbyśmy to dziś nazwali, odpowiedniego PR milicji, poprzez kontakty z filmowcami, literatami i dziennikarzami. Obaj pułkownicy stanęli na wysokości zadania i w krótkim czasie opracowali plan stworzenia serii mikropowieści, które swoim charakterem miały przypominać przedwojenne kryminalne zeszyty "10 groszowe". Wymyślono więc niebieskie zeszyty. Nazwa serii „Ewa wzywa 07” nie miała nic…

1 Komentarz

Kapitan Żbik najlepszym przyjacielem młodzieży

  Kapitan Żbik to człowiek czynu, osoba, która zawsze wie, jak postąpić, którą każdą najbardziej skomplikowaną sprawę potrafi rozłożyć na czynniki pierwsze i później z tych drobnych elementów przypominających puzzle ułożyć właściwy obraz. Opiekuje się nim sędziwy pułkownik Czeladka, który nadzoruje wszystkie śledztwa, a w pracy pomagają mu piękne milicjantki Ola, Marzena i Iwona. Jego pomocnikiem jest też młodszy i sprawiający wrażenie pojętnego ucznia porucznik Michał. Ten zgrany i fachowy zespół jest w stanie rozwiązać każdą sprawę. Ale co ważne potrafi nie tylko z zapałem ścigać przestępców, ale także Żbik i jego ludzie wiedzą, jak rozmawiać z młodzieżą. I…

0 Komentarzy

Kapitan Jan Żbik wkracza do akcji

"Piszę do ciebie powoli, bo wiem że ty też czytasz powoli" – pisał milicjant do milicjanta. Ten i wiele innych dowcipów o funkcjonariuszach MO opowiadano sobie w czasach PRL-u. Milicja nigdy nie miała dobrego odbioru w społeczeństwie. Kojarzyła się źle, bo wielu jej  funkcjonariuszy nie należało do orłów intelektu. Ci inteligentni wiedzieli że trzeba coś z tym zrobić. Należało ocieplić wizerunek milicjanta. Tylko jak to zrobić skutecznie? „1967 r. generał Tadeusz Pietrzak, komendant Milicji Obywatelskiej, stwierdził, że trzeba poprawić wizerunek milicji w oczach młodego pokolenia. Posługując się przystępną formą pokazać jak trudna i niebezpieczna jest taka robota. Na Bazarze Różyckiego pokazały się wtedy…

0 Komentarzy

Gleb + Królewna = kryminał milicyjny

  Jednym z pierwszych „odwilżowych” kryminałów była powieść z 1956 roku, zatytułowana ,,Królewna" Andrzeja Piwowarczyka (1919-1994). Powieść zanim ukazała się drukiem była nadawana w odcinkach przez Polskie Radio. Dzięki takiemu sposobowi przekazu od razu zdobyła dużą popularność wśród słuchaczy, ale jej papierowa wersja nie zdołała powtórzyć sukcesu Tyrmanda. W tej powieści główną postacią, rozwiązującą skomplikowaną zagadkę kryminalną jest oficer milicji. Barbara Marcinowska w swoim artykule Książka-ulicznica, czyli początki powieści kryminalnej w Polsce określa go mianem ,,ludowego Sherlocka Holmesa”[1] – Bohater tej powieści, kapitan milicji, nosi dość dziwne nazwisko jak na polskie warunki. Nazywa się Gleb i raczej sugeruje to…

0 Komentarzy

Drużyna pierścienia potrzebna od zaraz!

  W filmie „Człowiek z żelaza” Andrzeja Wajdy, Birkut, ten dawny człowiek z marmuru, na wieść o studenckich wystąpieniach przeciw władzy w 1968 roku, mówi że  jest jeszcze za wcześnie, nie chce zrozumieć, że nie ma na co czekać, że trzeba walczyć z komunistami. Dwa lata później idzie na wezwanie władz, tak jak wielu innych robotników do pracy w Stoczni i ginie od kul oprawców w słynnej masakrze w Gdyni. Jego syn Maciek w ostatniej scenie filmu, po podpisaniu porozumień sierpniowych, wypowiada znamienne słowa: „I teraz wiem na pewno, że nigdy nie damy się podzielić, nie damy się oszukać.” Piękne…

0 Komentarzy

Suweren to nie Naród?

Ten rząd jest gotów do najwyższych poświęceń dla Suwerena. Gotowy jest płacić życiem Polaków za swoje decyzje. Wszystko dla  "Jego" dobra i utrzymania władzy za wszelką cenę, też dla "Jego" dobra. Aha, jakby ktoś nie wiedział ten pisowski Suweren wbrew retoryce partii władzy, to nie Naród. On nosi konkretne imię i nazwisko oraz zdeptane buty. Kieszonkowy Satrapa właśnie spełnia swoje największe marzenie, o którym głośno mówił już od dawna. Mamy u siebie drugi Budapeszt no i właśnie wychodzimy z Unii. Nie opuszczamy jej jak Anglicy, negocjując warunki. Nasz rząd robi to jak gość, który się zasiedział w domu gospodarzy,…

0 Komentarzy

Czy można lubić milicjanta?

  Zapewne byli tacy których lubić się dało. Sąsiad z trzeciego piętra, sierżant Jabłoński był przecież całkiem sympatycznym facetem, który zawsze mówił dzień dobry, a jak się upijał to tylko winem węgierskim a nie zwykłą wódką. Gorzej było z dzielnicowym Walkowiakiem, bo wszyscy wiedzieli o nim, że czepia się spokojnych ludzi a przy tym służbista jakich mało, zamknął na czterdzieści osiem godzin babcię Stachowiakową, tylko za to, że dorabiała sobie do skromnej emerytury pędząc w swoim mieszkaniu bimber. A do tego jeszcze zarekwirował jej cały sprzęt do pędzenia, przez co kobieta straciła swoje narzędzie pracy. Czy w takim razie…

0 Komentarzy

Powieść milicyjna nadchodzi. Zły przeciera szlaki.

Koniec lat pięćdziesiątych, czyli okres po październiku 56 roku i później lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku, to okres znacznego poluzowania ram opresyjnego systemu komunistycznego w Polsce. Czas rządów I sekretarza KC PZPR Władysława Gomółki to tzw. „Mała stabilizacja”. Pojęcie to zostało zaczerpnięte z tytułu „Świadkowie albo nasze mała stabilizacja" sztuki Tadeusza Różewicza z 1962 roku, która doskonale diagnozowała społeczny wymiar okresu post stalinowskiego.Wydaje się, że jest to bardzo trafne określenie tego okresu, kiedy to sytuacja w Polsce Ludowej poprawiła się na tyle, że przynajmniej w początkowym okresie rządów Gomułki można mówić o „odwilży” i pewnej otwartości w polityce wewnętrznej, liberalizacji…

0 Komentarzy

Narodowi kiwacze czyli o sytuacji bez wyjścia

          W dawnych czasach, gdy grałem w piłkę na podwórku, mówiliśmy o niektórych kolegach, znanych podwórkowych dryblerach, że potrafią "zakiwać się na śmierć". O co chodziło? Taki kiwacz podczas meczu, gdy tylko dostał podanie szedł do przodu, robił zwody i uniki a wszystko sam bez podawania do kolegów. Efekt zazwyczaj był taki, że w końcu trafiał na zawodnika nie do przejścia. Kiwacz zostawał z niczym, ku uldze kolegów z drużyny którzy często i gęsto tłumaczyli mu później że w piłę się gra zespołowo. A jak do gościa nie trafiały słowne argumenty to po meczu szukano zupełnie…

0 Komentarzy