Polska jego marzeń

Przez sześć latach, dzień po dniu budował system oparty na uzależnionych od niego miernotach i nieudacznikach. Jego akolici w żadnej normalnej rzeczywistości nie mieliby szansy na zrobienie kariery, bo są intelektualną hołotą. Ale zawsze mieli wielkie mniemanie o sobie i uważali, że to źli ludzie, zła władza, zły system bronił im dostępu do awansów i zaszczytów. A on, Kieszonkowy Satrapa im powiedział, że mają rację, że trzeba tylko ten system zmienić i wtedy będą mogli zasiąść wreszcie na dyrektorskich i prezesowskich stołkach. I porwał za sobą całe tłumy facetów bez właściwości z kompleksami i wybujałym ego. Poszli za nim…

0 Komentarzy

Opowiastki Kieszonkowego Satrapy – Mane, Tekel, Fares

Kot zamruczał i Kieszonkowy Satrapa otworzył oczy. Spojrzał na ścianę, na którą zawsze spoglądał, bo lubił dla uspokojenia, po sennych koszmarach wrócić do znanej sobie rzeczywistości, której brudna, stara ściana z zaciekami była solidną podporą. Dziś też, jak zawsze były tam na miejscu liszaje i ślady grzyba, może nieco bardziej rozrośnięte niż jeszcze kilka miesięcy temu, ale było też coś jeszcze. Pojawił się jakiś dziwny napis. Mane, Tekel, Fares - ktoś napisał koślawymi literami. Jak to ktoś napisał? U mnie nad łóżkiem ktoś napisał? To te paskudna feministki, przyszły, napisały i sprofanowały święte miejsce. A gdzie służby, które mnie…

0 Komentarzy

Opowiastki Kieszonkowego Satrapy 7

Kieszonkowy satrapa podrapał się po głowie. Zawsze tak robił, gdy o czymś myślał bardzo intensywnie. Bo gdy mniej intensywnie, co mu się dość rzadko zdarzało, to się nie drapał. Za to, gdy się cieszył zacierał ręce zadowolony, więc wszyscy wtedy widzieli, że on się cieszy i dlatego też się cieszyli. Teraz chciałby się cieszyć, ale nie miał czym. Wszystko przez te, no jak im tam…wirusy co są tak małe, że ich wcale nie widać, i tak naprawdę to ich pewnie nie ma, bo jak być może coś czego nie widać? No więc tych wirusów nie ma a ludzie chorują…

0 Komentarzy

Opowiastki Kieszonkowego Satrapy część 6

Kieszonkowy Satrapa podrapał kota za uchem, a ten mruknął zadowolony. – Ty masz dobrze – rzekł spoglądając nań z czułością. – Nikt nie robi ci krzywdy, nie zamierza cię rytualnie zarżnąć, ani nawet nie trzyma cię w klatce, żeby potem przerobić na futrzaną czapkę. Kot mruknął znowu jakby zrozumiał co jego właściciel chciał mu powiedzieć, ale on myślami był zupełnie gdzie indziej. Patrzył na faceta w okularach z krzywą gębą, który stał w przepisowej odległości trzech metrów od jego biurka wyprężony ja struna. – To co z tym twoim rządem zrobimy teraz? – zapytał Kieszonkowy. – Oni jeszcze walczą…

0 Komentarzy