Klaskaniem majac obrzękłe prawice…

– Jarosław, Jarosław Jarosław! – krzyczeli ludzie bijąc rytmicznie brawo.

– Jarosław, Jarosław Jarosław! – powtarzał  cichutko, szczęśliwy z tego spontanicznego entuzjazmu Kieszonkowy Satrapa. Był skromny więc ledwie tylko otwierał usta i  poklaskiwał. On nie musiał krzyczeć tak jak oni, ci co stali wokół niego. On nic nie musiał, bo przecież niczego nikomu nie udowadniał klaszcząc i pokrzykując. A pozostali nie mieli innego wyjścia. Najbardziej nie miał ten sepleniący oszust co to dojeżdżał co tydzień do Brukseli swoim samochodem. On musiał klaskać i krzyczeć, żeby Kieszonkowy Satrapa go usłyszał, bo inaczej nie miał szans na posłuchanie. Kieszonkowy go nie przyjmował, gdyż nie przepadał za krętaczami, a on kręcił jak mało kto. Choć może nie tak jawienie i otwarcie jak Kłamczuch z krzywą gębą. Ten oczywiście też klaskał, choć Kieszonkowy zauważył kątem oka, że klaszcze tak jakoś bez entuzjazmu. Pewnie mu się coś nie podoba. Miękiszon mu się nie podoba. A komu się podoba  Zero? Nawet Kieszonkowemu się nie podoba a musi udawać, że się podoba. Ale co tam, jeszcze przyjdzie nie niego czas i okaże się czy jest taki mocny, że może sobie pozwolić na nieprzychodzenie na odsłanianie pomników. Prozę bardzo, taki na ten przykład Dziobaty, niby zajęty konsolidacjami i łączeniami wszystkiego ze wszystkim a jednak przychodzi, klaszcze i krzyczy, że az miło słuchać. I dlatego można mu powierzać ważne projekty, nawet jeśli żaden dotąd mu się nie udał. Na razie nie udała mu się narodowa koncentracja spożywcza, no to niech się zajmie energetyką i coś tam połączy ze sobą, żeby było ładnie, skoro tak przyjemnie klaszcze i krzyczy.  A ta mała, ruda, pijaczka jak klaszcze? Swoją drogą ciekawe skąd się tu wzięła, bo dawno jej Kieszonkowy nie widział? Ona najbardziej musi klaskać i krzyczeć bo Kieszonkowy nie lubił pijaczek, które umieją „coś tam, coś tam” ale tylko po pijaku. No to niech krzyczą oni wszyscy i klaszczą „od klaskania mając obrzękłe prawice”.

W zasadzie to tym najwierniejszym trzeba za to klaskanie, dać coś w nagrodę – pomyślał Kieszonkowy. Jakiś tytuł może, Klaskacza narodowego albo order Budowniczego Narodu…Kieszonkowy Satrapa zamyślił się spoglądając na odsłaniany właśnie pomnik brata, a właściwie jego i brata w jednym. W końcu byli tak podobni do siebie że potomni i tak nie będą pamiętać który był który. Łże w oku zakręciła mu się ze wzruszenia, bo był człowiekiem wrażliwym na piękno pięknych pomników. Pomniki, to jest myśl! – ucieszył się Kieszonkowy. Tym najbardziej zasłużonym da się order Budowniczego Narodowego. A każdy Budowniczy Narodowy będzie mógł wybudować w swojej rodzinnej miejscowości pomnik, najlepiej tak jak tu w Tarnowie koło dworca kolejowego żeby witał i żegnał swoim ojcowskim spojrzeniem podróżnych

Ależ to będzie piękny widok, gdy się przez tę umiłowaną ojczyznę będzie się jechało pociągiem a przy każdej stacji kolejowej. jeden pomnik. Trzeba będzie tylko sprawdzić czy umieszczanie anten telefonicznych na głowie wysokich pomników jest zgodne z konstytucją. Ale o to na pewno zadba jego osobista kucharka. Na nią zawsze mógł przecież liczyć. W sumie to trzeba by jej dać order Budowniczej Narodowej i postawić pomnik przed dworcem w Poznaniu.

 

Dodaj komentarz