
Lubię czytać powieści Mariusza Czubaja, bo co tu dużo gadać, one czytają się same. Wszystko za sprawą pewnej szczególnej umiejętności którą Mariusz posiada. Czubaj bowiem należy do tych ludzie którzy potrafią zajmująco i ciekawie opowiadać różne historie. Potrafi to robić na żywo, przy kawiarnianym stoliku, podczas autorskich spotkań i co najważniejsze w pisarskiej robocie siedząc przed komputerem. Tak jest w przypadku historii Błażeja Janczara, emerytowanego policjanta. To gość któremu już nic nie musi się chcieć. Poukładał sobie życie post-policyjne i nie myśli już o dawnej robocie, ani nawet o tym, że firma potraktowała go niezbyt uczciwie, po tym jak w trakcie pewnej interwencji zastrzelił agresywnego faceta z nożem w ręku. Teraz Janczar już jest daleko od policyjnej przeszłości i prowadzi sklep ze starymi winylami na warszawskiej Pradze. Codziennie przemierza praskie uliczki ze swoim towarzyszem, jednookim psem Panem Culombo, przygląda się starej Pradze, rozmawia z ludźmi i dostrzega to co na pozór niewidoczne. Bo Praga się zmienia z każdym dniem. Przeszłość, ta pełna małych sklepików, zakładów rzemieślniczych i podejrzanych knajp właśnie pakuje walizki i szykuje się do odjazdu, za to swoje graty wypakowują deweloperzy ściągający do budowanych właśnie bloków zupełnie nowych ludzi. Oni zastąpią starą tkankę ludzką. Kończy się pewna epoka, odchodzi stara Praga i zaludniający ja tubylcy, a ich miejsce zajmują biali kolonizatorzy. Janczar należy właśnie do tych zakorzenionych tu od dawna czerwonoskórych, trzymających się jeszcze kurczowo swojego świata. Łącznikiem z dawną epoką są anachroniczne czarne płyty winylowe, na które jest coraz mniej klientów, tak jak na książki zaprzyjaźnionego z nim antykwariusza. I coraz mniej ludzi wie kim był porucznik Culombo od którego pies Janczara wziął swoje imię. Ale jest też pewien ożywczy powiew świeżości który sprawia że były gliniarz zmuszony zostaje do wyjścia z zaczarowanego kręgu codziennych rytuałów i starych przyzwyczajeń. Siłą sprawczą jest jego dziewczyna, przyjaciółka z którą żyje w niedookreślonym związku. Poczatkująca artystka kabaretowa, zajmująca się coraz bardziej popularnymi u nas stand-upami zadaje pytania które dają bohaterowi do myślenia i w konsekwencji zmuszają Janczara do próby rozwikłania zagadki zabójstw kobiet. Tym bardziej, że znalezienie odpowiedzi na pytania kto zabił i dlaczego może też stać się balsamem na rany jego własnej duszy, powstałe po śmierci jego siostry.
W tej książce jest wszystko to co cenie sobie w dobrym, polskim kryminale. Ciekawa intryga, nieśpieszna akcja, mocno narysowane tło obyczajowe i świetnie ukształtowane postaci, nie tylko główni bohaterowie, ale także ci drugo i trzecioplanowi, bez których nie da się dobrze poprowadzić opowieści. A do tego wszystkiego Czubaj nie unika tematów drażliwych, czyli jego bohaterowie potrafią mówić o tym co wkurza nas wszystkich czyli o polityce. Bo jak o niej nie mówić, gdy akcja powieści toczy się w gorącym okresie przedwyborczym roku 2023. Tego nie dało się nie zauważyć i dzięki temu dostajemy kryminał a w bonusie opowieść o nas samych i przełomowym momencie naszej nieodległej historii.
Książkę przeczytałem, a właściwie wysłuchałem za sprawą Kamila Prubana.
