Historia prosto ze Stettin

Bardzo lubię sposób pisania Marka Stelara, bo jego powieści same się czytają. W moim wypadku słuchają, ponieważ od jakiegoś czasu niemal całkowicie przeszedłem na audiobooki. „Ołowiane żołnierzyki” przeczytał Mateusz Drozda i zrobił to doskonale. Tekst dosłownie płynął a ja dzięki temu przeniosłem się do przedwojennego Stettin’a. Bo Markowi udało się stworzyć, a właściwie odtworzyć nieistniejące już miasto z jego ulicami, zakamarkami, ale najważniejsze wypełnić je ludźmi z krwi i kości.

Rok 1931 to czas kiedy w Niemczech sporo się działo. To okres w którym partia nazistowska rośnie w siłę a każde wybory do Reichstagu przynoszą jej coraz lepszy wynik. Adolf Hitler kroczy po władzę, jednak w tym momencie jeszcze nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że już za dwa lata ją zdobędzie i zostanie kanclerzem, a krucha niemiecka demokracja zamieni się w dyktaturę. Nie wiedzą o tym jeszcze bohaterowie tej powieści, ale przynajmniej niektórzy z nich już przygotowują grunt pod przyszłe z miany.

Na tym tle, kiedy słychać już złowrogi stukot podkutych butów wybijających rytm kroków w takt nazistowskiej pieśni „Horst Wessel lied” rozgrywa się dramat którego głównym aktorem staje się Kriminalinspektor Eilhard Kurtz. W szpitalu miejskim zostaje zamordowany pewien prawnik, człowiek który dwa dni wcześniej cudem przeżył katastrofę lotniczą. Wkrótce w okolicy gdzie rozbił się samolot zostaje zamordowany miejscowy węglarz. Policjant Kurtz prowadzi śledztwo, jednak nie może całkowicie poświęcić się sprawie, bo sam ma kłopoty. Jego nastoletnia córka ucieka z domu… A w tle niebezpieczna rozgrywka prowadzona przez polski wywiad.

Marek Stelar umiejętnie buduje napięcie, tworząc intrygująca opowieść w której kryminalna akcja staje się pretekstem do ukazania barwnej panoramy dawnego Stettin, miasta które dziś odnaleźć można już tylko na czarnobiałych widokówkach albo na kartach powieści.

Bardzo mnie cieszy to , ze znany ze swoich doskonałych, współczesnych powieści autor, dołączył do grona retrokryminalistów. Gdy spotkaliśmy się ostatnim razem na Targach Książki w Krakowie, powiedziałem mu że liczę na kolejne spotkanie z detektywem Kurtzem, bo szkoda byłoby porzucać tak obiecującą postać. Tym bardziej, że w powieściowym spektrum rok 1933 za pasem, NSDAP przejmie w Niemczech władzę, więc na pewno będzie o czym pisać. Marek obiecał, że przemyśli sprawę.

Dodaj komentarz