Pieczeń Sarnia czyli ostatni występ Franka Kociuby

Porucznik Franciszek Kociuba niestety tylko trzy razy wystąpił na kartach powieści Zeydlera Zborowskiego. A szkoda, bo moim zdaniem ten milicjant miał potencjał i mógł jeszcze niejedną sprawę kryminalną rozwiązać, albo właściwie pomóc rozwiązać majorowi Downarowi, bo to przecież on jest ojcem chrzestnym śledczej kariery Kociuby. Downar pomógł mu przejść drogę od wiejskiego milicjanta, który powinien w spokoju dożyć emerytury na prowincji do wytrawnego oficera komendy stołecznej radzącego sobie ze skompilowanymi sprawami, takimi jak choćby ta która zaczyna się podczas urlopu Kociuby. Młody oficer przyjeżdża na kilka dni do swojej rodzinnej wioski, by spotkać się ze swoimi bliskimi i zaplanować ślub z Hanką. A sprawa to pilna, no w Warszawie już czeka na nia mieszkanie służbowe, podczas gdy ona czeka na wsi na Franka już przez dwie poprzednie powieści. No ale dość tej sielanki. Kryminał w końcu musi się zacząć. I zaczyna z przytupem, bo oto kuzyn Kociuby zostaje zamordowany. Staszek Kaźmierski był strażnikiem łowieckim, więc naturalnym wydaje się, że w zejściu z tego świata dopomógł mu ktoś z kim ten popadł w konflikt na gruncie zawodowym. Szybko udaje się znaleźć takiego idealnie do tego wizerunku pasującego faceta. Kłusownik Michał Wojtasik niedawno wyszedł z więzienia, a trafił tam za sprawą Kaźmierskiego, gdy ten przyłapał go na kłusownictwie. Ale jest jeszcze jeden podejrzany. To oborowy Wawrzyniec Machowiak. Tego gościa jakiś czas temu Kaźmierski przyłapał na wynoszeniu z obory PGR-u cieląt w celu sprzedaży miejscowym rolnikom. Śledztwo powoli się rozkręca i za chwilę być może znajdzie swój finał, ale niestety już bez Kociuby. Franek bardzo chciałby ująć sprawcę morderstwa, lecz niestety, urlop się kończy i musi wracać do Warszawy. No ale przecież sprawa nie może pozostać nierozwiązana, czytelnik musi się dowiedzieć kto zabił i dlaczego. Tymczasem warszawskie śledztwo prowadzone przez majora Downara w którym pomaga mu Kociuba wiedzie do rodzinnej wsi Franka Kociuby. Dwie sprawy niespodziewanie się łączą i dzięki przenikliwości i doświadczeniu obu śledczych daje się doprowadzić do rozwiązania zagadki . A gdzie tu miejsce na pieczeń sarnią? Jest oczywiście i ona, dobrze przyrządzona i wypieczona tak jak powinna, ale nie uprzedzajmy wypadków.

Szkoda, że Zeydler Zborowski nie dał szansy Kociubie zaistnieć w kolejnych książkach. Bohater ten miał niewątpliwy potencjał. Rozwinął się, zmężniał, ułożył sobie życie prywatne a i w kwestiach intelektualnych poczynił niewiarygodne postępy, przechodząc metamorfozę od wiejskiego nieco naiwnego, poczciwego ale jednak potrafiącego wyciągać trafne wnioski milicjanta, do oficera o szerokich horyzontach z zadatkami na milicyjnego intelektualistę. A może rozwinął się za bardzo o i w kolejnych książkach mógłby przeskoczyć Downara, zostać jego dowódcą, albo nawet komendantem Komedy Stołecznej MO… Kto wie, w końcu czasy PRL-u dawały szanse chłopskim synom i nie takie kariery robili ludzie społecznego awansu.

Książkę te miałem niewątpliwą przyjemność wysłuchać w mistrzowskiej interpretacji Leszka Filipowicza

Dodaj komentarz