Co Kaczyński śpiewa przy goleniu?

 

Na słowach „Roty” wychowały się całe rzesze polskich dzieci w Pruskim zaborze,  śpiewano ją podczas patriotycznych uroczystości w dwudziestoleciu międzywojennym, a po drugiej wojnie stała się prawdziwym symbolem walki o polskość „Ziem odzyskanych” czyli tych, które Stalin odebrał Niemcom i dał nam w zamian za nasze Kresy Wschodnie. Pamietam doskonale apele szkolne, kiedy  wraz z ubranymi na galowo kolegami i koleżankami śpiewaliśmy że „Nie będzie Niemiec pluł naw w twarz i dzieci na  germanił. ” Jarosław Kaczyński też śpiewał ocierając oplutą przez Niemca twarz, pielęgnując w sobie nienawiść do wroga, który na nas czyha, chce napaść i odebrać nam wszystko co się da odebrać a na koniec spalić to czego nie da się wywieźć… Mam takie wrażenie, że on trochę zbyt długo śpiewa tę rotę, a kto wie czy nie jest to jego ulubiona piosenka nucona przy goleniu. Śpiewa więc te słowa o germanizacji i pluciu, nie zauważając że wszystko wokół się już dawno zmieniło. Nie zauważył przede wszystkim tego, że w Niemczech nie rządzą już naziści, ani nawet ich synowie. Zresztą ci odrobili lekcje z przeszłości i wpoili młodym Niemcom zasady demokracji, miłość wolności, poszanowanie  praw innych, odrazę do politycznej przemocy i nazistowskiej brutalności. Nie pluło Kaczyńskiemu w twarz pokolenie następców, synów i córek  ludzi, którzy wynieśli do władzy Hitlera, noszące w sobie brzemię odpowiedzialności za nieswoje winy, wychowało pokolenie Niemców otwartych na świat, którzy nie czują się niczemu winni, którzy chcą budować a nie rozpamiętywać i jątrzyć. To oni obserwowali jak ich dziadkowie i ojcowie z poczuciem winy, z tyłu głowy, tworzą wraz ze swoimi dotychczasowymi wrogami Francuzami i Anglikami zręby nowoczesnej, silnej Europy, jak  jednają się z Izraelem, jak przyjmują tysiące uchodźców z komunistycznej Polski i wysyłają nad Wisłę humanitarną pomoc w czasie stanu wojennego. Ci młodzi Niemcy nie muszą już nikogo za nic przepraszać, bo odrobili lekcję rozrachunku z nazizmem. Było im wstyd za dziadków, ale z ojców twórców nowej Europy są dumni. I to ci nowi, nieskażeni przeszłością Niemcy rządzą teraz w Berlinie.

I tu dochodzimy do punktu, w którym Kaczyński podczas golenia przestaje śpiewać Rotę, wyciera twarz ręcznikiem i patrzy zadowolony w lustro, bo mu się zdaje że nie jest sam. Że ten fragment o niemieckim pluci w twarz śpiewają sobie codziennie tysiące Polaków,  a na uroczystościach patriotycznych w szkołach dzieci ubrane na galowo powtarzają wiersz o żołnierzach z Westerplatte… Tyle, że wcale nie jest tak jak myśli nasz Kieszonkowy Satrapa. Kaczyński jest tak dalece oderwany od rzeczywistości, że nie ma pojęcia o tym, że całe rzesze Polaków  codziennie przekraczają granicę polsko-niemiecką, nawet dokładnie nie wiedząc w którym miejscu jest ta granicą. A on myśli że jeśli jadą do tych Niemiec  to jemy wydaje mu się że siedzą w autach skuleni ze strachu, bo za każdym rogiem czai się nienawistny Niemiec, co chce Polakowi napluć w twarz, a konduktor w pociągu chce go wyrzucić z pierwszej klasy na korytarz, a najlepiej do bydlęcego wagonu… Tymczasem nasi rodacy jadą przez Europejskie Niemcy, tankują na porządnych tankstellach, jedzą obiady w Mackach  a potem jadą na zakupy do niemieckiego centrum handlowego w Belinie, albo gdzieś dalej na wakacje w Niemieckie Alpy…

Polacy codziennie wypijają hektolitry niemieckiego piwa, piorą swoje polskie  gacie w niemieckich proszkach do prania, używają niemieckich dezodorantów i jeżdżą niemieckimi samochodami, zgodnie uznając niemieckie marki za wzór solidności a polscy kibole nie biją się z niemieckimi bo przecież w każdej drużynie Bundesligi gra jakiś polski zawodnik więc o zgrozo kibicują niemieckim drużynom jak swoim.

I właśnie tego Kaczyński nie zauważył nucąc codziennie Rotę, że miedzy dwoma naszymi narodami dokonało się coś, czego on wciąż nie może sobie wyobrazić. To autentyczne pojednanie ludzi, którzy nie chcą oglądać się w przeszłość, ale żyją tu i teraz obok siebie albo nawet razem ze sobą.  Młodzi Polacy nie noszą w sobie niemieckiej fobii, tak jak by chciał tego Kaczyński a młodzi Niemcy traktują Polaków jak innych Europejczyków z którym można się dogadać bez żadnego problemu po…angielsku. To właśnie jest fenomen dzisiejszych czasów panie Kieszonkowy Satrapo, że młode pokolenie żyje bez obciążeń, które hoduje pan w swojej głowie, podlewając je co jakiś czas narodowym sosem populistycznej nienawiści. Oni  mają otwarte umysły, dzięki internetowi i … „smarfonom”, których problem chciałby pan rozwiązać. Tyle, że nie uda się tego zrobić. Oni nie dadzą sobie odebrać swojego okna na świata, dzięki któremu  wszystko jest na wyciągnięcie ręki, a za Odra mają znajomych, kumpli i przyjaciół, z którymi potrafią się dogadać. Pan nie potrafi.

Kieszonkowy Satrapa nie czuje dzisiejszych czasów i właśnie dlatego próbuje przed kolejnymi wyborami odgrzać starego kotleta czyli niemieckie reparacje wojenne.  Tylko że na to nikt już po raz kolejny nie da nabrać. Nikogo nie obchodzą te reparacje. Wyborcy czekają na konkretne pieniądze z Unii, których nieudolny rząd, zakładnik kanapowej partii o półprocentowym poparciu nie umie  załatwić.  Za ich brak wkrótce rozliczą rządzących przy wyborczych urnach. A na walkę z Niemcami i machanie szabelką przed nosem Berlinowi szkoda czasu. Rota już się trochę zdezaktualizowała, a młodzież nawet nie zna jej słów, bo jest dla nich takim samym zabytkiem jak Bogurodzica.  Może więc pora żeby pan zmienił repertuar i zaczął sobie śpiewać…na przykład „Co ja robię, tu, co ja tutaj robię…”

Ten post ma jeden komentarz

  1. Paweł

    Mądre słowa. Miejmy nadzieję, że te „ciemne czasy” w historii Polski jak najszybciej przeminą.

Dodaj komentarz