Herostrates czyli epitafium dla Trójki.

Werble z piosenki „To tylko tango” Maanamu mam ciągle w uszach. Słuchaliśmy ich podczas prywatki w mieszkaniu kolegi, a po plecach przebiegły nam ciarki z szybkością Ireny Szewińskiej. Nikomu nie trzeba było tłumaczyć o co chodzi. Wszyscy wiedzieliśmy, że jest zapis na Manam a jednak Niedźwiedź puszcza te werble, bez żadnego komentarza, bez żadnych wyjaśnień. Patrzyliśmy po sobie i uśmiechaliśmy się do swoich myśli. Byliśmy z Korą, z Markiem Niedźwieckim i trzymaliśmy za nich kciuki. Dla nas, ówczesnych nastolatków to właśnie oni było prawdziwymi symbolami oporu.

Codziennie, na szkolnych korytarzach, rozmawialiśmy o najnowszych piosenkach Maanamu, Perfectu, Republiki, Oddziału Zamkniętego, Lady Pank czy Lombardu. Wymienialiśmy się kasetami i taśmami, przegrywaliśmy na swoje magnetofony i puszczaliśmy podczas domowych imprez ich największe przeboje. I każdej soboty zasiadaliśmy przed odbiornikami radiowymi, by nagrywać i zachłannie słuchać Listy Przebojów, która prócz polskiego rocka otwierała nam oczy i uszy na świat, który wówczas był dla nas niedostępny, pachniał pomarańczami, owocową gumą do żucia i świecił się kolorowo, jak wystawa Pewex-u.

I tak nawet się człowiek nie obejrzał jak Trójka i jej lista stały się stałymi elementami naszego życia. Z czasem, im człowiek stawał się starszy, tym miej było czasu na radio i listę. Ale sentyment pozostał. Włączało się ją zawsze, gdy była ku temu okazja. Nawet przez ostatnie lata, kiedy było jasne, że Trójka już nie jest taka sama i że trzeba przełączać się na inna stacje podczas serwisów informacyjnych czy publicystyki, mimo wszystko wracało się do Piotra Kaczkowskiego na niedzielne minimum słów maksimum muzyki, do Wojciecha Manna kłócącego się we wtorki z Anną Gacek czy Marcina Kydryńskiego, żeby wspólnie posjestować.

Definitywnie usunąłem z mojego samochodowego odbiornika stację, do której od zawsze przypisany był przycisk opatrzony numerem trzy. Nie mam już złudzeń, Trójka na jakiej się wychowaliśmy już nigdy nie wróci. Zniknęła jednej nocy jak świątynia Artemidy w Efezie, podpalona przez szaleńca, który chciał pozostawić po sobie wieczną pamięć. Nasz polski Herostrates patrzy na ruiny Trójki, stadniny w Janowie, Trybunału Konstytucyjnego… i swoim zwyczajem zaciera ręce zadowolony. Zbudował sobie pomnik na miarę własnej, nikczemnej, wielkości.

Grafika: Paweł Kryński

Dodaj komentarz