Gleb + Królewna = kryminał milicyjny

  Jednym z pierwszych „odwilżowych” kryminałów była powieść z 1956 roku, zatytułowana ,,Królewna" Andrzeja Piwowarczyka (1919-1994). Powieść zanim ukazała się drukiem była nadawana w odcinkach przez Polskie Radio. Dzięki takiemu sposobowi przekazu od razu zdobyła dużą popularność wśród słuchaczy, ale jej papierowa wersja nie zdołała powtórzyć sukcesu Tyrmanda. W tej powieści główną postacią, rozwiązującą skomplikowaną zagadkę kryminalną jest oficer milicji. Barbara Marcinowska w swoim artykule Książka-ulicznica, czyli początki powieści kryminalnej w Polsce określa go mianem ,,ludowego Sherlocka Holmesa”[1] – Bohater tej powieści, kapitan milicji, nosi dość dziwne nazwisko jak na polskie warunki. Nazywa się Gleb i raczej sugeruje to…

0 Komentarzy

Drużyna pierścienia potrzebna od zaraz!

  W filmie „Człowiek z żelaza” Andrzeja Wajdy, Birkut, ten dawny człowiek z marmuru, na wieść o studenckich wystąpieniach przeciw władzy w 1968 roku, mówi że  jest jeszcze za wcześnie, nie chce zrozumieć, że nie ma na co czekać, że trzeba walczyć z komunistami. Dwa lata później idzie na wezwanie władz, tak jak wielu innych robotników do pracy w Stoczni i ginie od kul oprawców w słynnej masakrze w Gdyni. Jego syn Maciek w ostatniej scenie filmu, po podpisaniu porozumień sierpniowych, wypowiada znamienne słowa: „I teraz wiem na pewno, że nigdy nie damy się podzielić, nie damy się oszukać.” Piękne…

0 Komentarzy

Suweren to nie Naród?

Ten rząd jest gotów do najwyższych poświęceń dla Suwerena. Gotowy jest płacić życiem Polaków za swoje decyzje. Wszystko dla  "Jego" dobra i utrzymania władzy za wszelką cenę, też dla "Jego" dobra. Aha, jakby ktoś nie wiedział ten pisowski Suweren wbrew retoryce partii władzy, to nie Naród. On nosi konkretne imię i nazwisko oraz zdeptane buty. Kieszonkowy Satrapa właśnie spełnia swoje największe marzenie, o którym głośno mówił już od dawna. Mamy u siebie drugi Budapeszt no i właśnie wychodzimy z Unii. Nie opuszczamy jej jak Anglicy, negocjując warunki. Nasz rząd robi to jak gość, który się zasiedział w domu gospodarzy,…

0 Komentarzy

Czy można lubić milicjanta?

  Zapewne byli tacy których lubić się dało. Sąsiad z trzeciego piętra, sierżant Jabłoński był przecież całkiem sympatycznym facetem, który zawsze mówił dzień dobry, a jak się upijał to tylko winem węgierskim a nie zwykłą wódką. Gorzej było z dzielnicowym Walkowiakiem, bo wszyscy wiedzieli o nim, że czepia się spokojnych ludzi a przy tym służbista jakich mało, zamknął na czterdzieści osiem godzin babcię Stachowiakową, tylko za to, że dorabiała sobie do skromnej emerytury pędząc w swoim mieszkaniu bimber. A do tego jeszcze zarekwirował jej cały sprzęt do pędzenia, przez co kobieta straciła swoje narzędzie pracy. Czy w takim razie…

0 Komentarzy

Powieść milicyjna nadchodzi. Zły przeciera szlaki.

Koniec lat pięćdziesiątych, czyli okres po październiku 56 roku i później lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku, to okres znacznego poluzowania ram opresyjnego systemu komunistycznego w Polsce. Czas rządów I sekretarza KC PZPR Władysława Gomółki to tzw. „Mała stabilizacja”. Pojęcie to zostało zaczerpnięte z tytułu „Świadkowie albo nasze mała stabilizacja" sztuki Tadeusza Różewicza z 1962 roku, która doskonale diagnozowała społeczny wymiar okresu post stalinowskiego.Wydaje się, że jest to bardzo trafne określenie tego okresu, kiedy to sytuacja w Polsce Ludowej poprawiła się na tyle, że przynajmniej w początkowym okresie rządów Gomułki można mówić o „odwilży” i pewnej otwartości w polityce wewnętrznej, liberalizacji…

0 Komentarzy

Narodowi kiwacze czyli o sytuacji bez wyjścia

          W dawnych czasach, gdy grałem w piłkę na podwórku, mówiliśmy o niektórych kolegach, znanych podwórkowych dryblerach, że potrafią "zakiwać się na śmierć". O co chodziło? Taki kiwacz podczas meczu, gdy tylko dostał podanie szedł do przodu, robił zwody i uniki a wszystko sam bez podawania do kolegów. Efekt zazwyczaj był taki, że w końcu trafiał na zawodnika nie do przejścia. Kiwacz zostawał z niczym, ku uldze kolegów z drużyny którzy często i gęsto tłumaczyli mu później że w piłę się gra zespołowo. A jak do gościa nie trafiały słowne argumenty to po meczu szukano zupełnie…

0 Komentarzy

Krótka historia “wypierdalania”

O historii "wypierdalania" mało kto słyszał w Polsce, choć w Wielkopolsce znają ją od dawna. Jest to opowieść wielce pouczająca i na pewno nie wulgarna. Nauczyć się z niej można, że nie warto się nad innych wywyższać, bo ci inni mogą za to wywyższanie wywyższającemu „wpierdolić” i kazać „wypierdalać”. No ale do rzeczy. Był rok 1870, kiedy niejaki Piotr Paluch z podpoznańskich Gądek został wcielony do armii Pruskiej i powieziony wraz z innymi poznaniakami do Francji bić Francuza i ich cesarza Napoleona III. Nasz wielkopolski wojak, długo się nie nawojował, bo już na samym początku zmagań wojennych dostał się…

2 komentarze

Opowiastki Kieszonkowego Satrapy – Mane, Tekel, Fares

Kot zamruczał i Kieszonkowy Satrapa otworzył oczy. Spojrzał na ścianę, na którą zawsze spoglądał, bo lubił dla uspokojenia, po sennych koszmarach wrócić do znanej sobie rzeczywistości, której brudna, stara ściana z zaciekami była solidną podporą. Dziś też, jak zawsze były tam na miejscu liszaje i ślady grzyba, może nieco bardziej rozrośnięte niż jeszcze kilka miesięcy temu, ale było też coś jeszcze. Pojawił się jakiś dziwny napis. Mane, Tekel, Fares - ktoś napisał koślawymi literami. Jak to ktoś napisał? U mnie nad łóżkiem ktoś napisał? To te paskudna feministki, przyszły, napisały i sprofanowały święte miejsce. A gdzie służby, które mnie…

0 Komentarzy

Radio Poznań zaatakowane!

              Radio Poznań zostało zaatakowane. Dziś w nocy na murze okalającym budynek Radia Merkury, przemianowanego przez PiS i jej nominata Filipa Rdesińskiego ( były pisowski prezes radia, który dokonał czystek wśród dziennikarzy i odszedł do innych niezwykle ważnych obowiązków partyjnych) pojawiły się antypisowskie hasła. Reporter stacji wyraża zdumienie i zdziwienie tym faktem, jednocześnie oznajmiając, że w "barbarzyński sposób zaatakowano zabytkowy budynek". Myli się bo nie o zabytek, nie o budynek tu chodzi, ale o to co dzieje się w jego wnętrzu. Hasła z płotu da się zmyć, ale waszych sumień pisowscy radiowcy nie…

0 Komentarzy

“Granatowy 44” – Grzegorz Kalinowski – recenzja

Nie wiem, dlaczego sięgając po tę książkę, miałem już pełne wyobrażenie na jej temat. Może dlatego, że twórczość Grzegorza Kalinowskiego znam dość dobrze, bo czytał chyba większość z tego do dotąd napisał. No więc byłem przekonany, że będzie to dobry kryminał osadzony w rzeczywistości historycznej. A że tym tłem jest Powstanie Warszawskie, tym bardziej chciałem przeczytać tę powieść by zanurzyć się w świecie przywróconym do życia przez pisarza. W końcu na etosie Powstania Warszawskiego wychowałem się podobnie jak całe moje pokolenie. W szkole średniej czytałem z wypiekami na twarzy „Kolumbów rocznik 20” Bratnego a w telewizji oglądałem świetny serial…

0 Komentarzy